Tutaj jesteś: Strona główna | Blog
14 Listopad
Długi weekend udało mi się spędzić we Wrocławiu, gdzie główną atrakcją prócz odpoczynku od pracy była możliwość obejrzenia na żywo meczu piłki nożnej reprezentacji Polski i Włoch.

Wynik zna każdy, ale nie o tym chciałem. Najważniejsze są przeżycia i atmosfera, a te były warte podjęcia trudów wędrówki. Łącznie przejechałem około 350 kilometrów (z czego ogromną większość w pociągu). Do tego musiałbym zaliczyć spore dystanse tramwajami.
Stadion wrocławski prezentuje się wspaniale mimo, że nie jest jeszcze w 100-procentach ukończony. Do zrobienia zostały parkingi, zewnętrzne oświetlenie i malowanie wnętrz. Na szczęście bezpiecznie i wygodnie można z jego trybun oglądać mecze piłkarskie.
O ile o polskich kibolach można napisać sporo, o tyle takowych na meczach reprezentacji nie widziałem. Były całe rodziny, także z małymi dziećmi, ubrane w szalki, kapelusze, koszulki w barach narodowych. Doping (pomijając obraźliwe uwagi kierowane do PZPN) prowadzony był przez wszystkich. Fala rodziła się w każdym sektorze, a gasła tam, gdzie można było się spodziewać: na fotelach VIPów, którym pewnie nie chciało się wstawać.
Największy tłum parł na miasto zaraz po zakończeniu sportowej rywalizacji. Tylu ludzi nie widziałem na raz nigdy w życiu (na żywo). Wszystko odbywało się sprawnie i kulturalnie. Tramwaje odjeżdżały z częstotliwością kilku minut i wyjazd spod stadionu był dużo łatwiejszy niżeli dostanie się do środka.
Już dziś wiadomo, że wybór Wrocławia na arenę Euro 2012 był dla tego miasta doskonałym pomysłem. Ogromna większość z nas nie wylosowała biletów na EURO, ale nic nie szkodzi, by na czas Mistrzostw zawitać do Wrocławia i w FanZonie, przy pełnym dopingu oglądać mecze. W końcu taka impreza w naszym życiu trafi się niestety tylko jeden raz.
Tagi: piłka nożna, wrocław, euro 2012,

